Jak 1 batalion 16 pułku 8 marca Bałtyk we władanie obejmował

Jak 1 batalion 16 pułku 8 marca Bałtyk we władanie obejmował

16 pułk piechoty z 6 Dywizji Piechoty dostał za zadanie zluzować czołgi z 45 brygady pancernej gwardii, które walczyły na przedmieściach miasta i przystąpić do działań w Kołobrzegu. Tu miały się bronić resztki nieprzyjaciela, z których nadmorski kurort należało oczyścić.

To był stan na 7 marca. 3 batalion pułku miał zająć pozycję wzdłuż drogi Zieleniewo-Kołobrzeg frontem na wschód. 2 batalion miał zająć teren od Zieleniewa od skrzyżowania drogi Zieleniewo-Kołobrzeg i Kołobrzeg-Radzikowo. 1 batalion miał udać się w kierunku Grzybowa. Nie udało mi się na obecnym etapie odtworzyć szlaku jego przemarszu. Zakładając, że bataliony podzieliły się w Zieleniewie, najkrótsza droga wiodłaby w okolicy obecnej ulicy Kwiatów Polskich, Liliowej, a następnie Wspólnej w Korzyścienku. 1 batalion dotarł w okolice skrzyżowania ul. Wspólnej i Grzybowskiej, gdyż we wspomnieniach mowa jest o obsadzeniu drogi na zachód od Kołobrzegu, jakiś kilometr od morza. Nie było żadnych oddziałów radzieckich, nikt nikogo nie luzował. Czołgi odjechały. Żołnierze nie prowadzili tu żadnych działań, gdyż 7 marca po zakończeniu przemarszu było już ciemno. 

Zgodnie z rozkazem dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego działania 16 i 18 pułku miały polegać na złamaniu oporu nieprzyjaciela i opanowanie Kołobrzegu od zachodu w kierunku portu. Podobnie jak w czasie poprzednich oblężeń miasta zakładano, że upadek portu spowoduje utratę strategicznego znaczenia miasta u ujścia Parsęty. Dowódca 1 batalionu postanowił zamknąć działania wokół miasta, wysyłając pluton z 3 kompanii, wzmocniony plutonem cekaemów, z zadaniem przecięcia ulicy Grzybowskiej (we wspomnieniach mówi się o nadmorskiej drodze na Trzebiatów, czyli drodze z Kołobrzegu do Dźwirzyna i dalej do Mrzeżyna, i nr 109 do Trzebiatowa) i udania się na północ w kierunku wydm. Dowódca 3 kompanii, ppor. Jurak wyznaczył do tego 3 pluton pod dowództwem kpr. Leona Piworowicza, a plutonem cekaemów dowodził kpr. Kazimierz Grzejek. Wyznaczona grupa wyruszyła z samego rana, aby o godz. 6.40 osiągnąć ulicę Grzybowską. Umieściwszy przy drodze część żołnierzy piechoty i dwa cekaemy, żołnierze wyruszyli dalej na północ.

Teren ten w kierunku północnym jest trudny. Po stronie wschodniej znajduje się Owcze Bagno. Ulicę Wylotową (wówczas droga gruntowa), przecinał rów z Grzybowa, biegnący na wschód i wpływający w kierunku Maikuhle (Załęże), połączony dalej z odnogą Kanału Drzewnego na wysokości Reduty Morast (dziś już ona nie istnieje). O tej porze roku był to obszar nie tylko bagnisty, ale zbiera się na nim duża ilość wody. Te uwarunkowania terenowe wykorzystała obrona miasta, umacniając się na granicy Kołobrzegu, a w tej okolicy prowadząc patrole i ustawiając czaty. Trudno powiedzieć, jak długo Polakom zajęło pokonywanie owego kilometra w kierunku plaży. We wspomnieniach żołnierzy znajduje się informacja, że wraz z dotarciem do lasku (prawdopodobnie przesłaniającego ląd od morza), natknęli się na niemiecki patrol. Wymiana ognia zakończyła się wzięciem do niewoli 13 żołnierzy niemieckich, którzy poddali się po wpadnięciu do lasku kpr. Piworowicza i jego ludzi. Zgodnie z rozkazem, Piworowicz dotarł nad morze, ale jak wynika z opisu, po zlustrowaniu terenu przekazał dowodzenie nad plutonem kpr. Grzejkowi, a sam odprowadził do dowództwa wziętych do niewoli żołnierzy nieprzyjaciela. 

Relacja Kazimierza Grzejka znajduje się we wspomnieniach żołnierzy zebranych przez Wojskowy Instytut Historyczny (WIH, IV/44/49). Na tej podstawie, w późniejszym okresie Alojzy Sroga w książce „Na drodze stał Kołobrzeg” dopisał całą narrację, która niestety w niektórych miejscach została podkoloryzowana. Najbardziej istotna kwestia dotyczy tego, w którym miejscu na plażę dostali się polscy żołnierze. W dokumentach znajduje się „szczyt wzgórza 5,5”. Analiza map z okresu niemieckiego nie pozwala znaleźć takiego wzgórza. Grzejek wskazuje we wspomnieniach, że grupa z dwoma cekaemami okopała się przy ul. Grzybowskiej tam, gdzie bierze ona zakręt, czyli gdzieś na wysokości oczyszczalni ścieków i skrzyżowania ul. Grzybowskiej z Zachodnią. Takiego wzniesienia nie znalazłem także na rosyjskiej mapie topograficznej z 1948 roku, ani na polskiej mapie topograficznej regionu z 1962 roku. Na tej ostatniej co prawda zaznaczono obiekt 5,11, ale nie ma on ugruntowania źródłowego dla wydarzeń z 1945 roku. A. Sroga z tą mapą zrobił wręcz przedstawienie, pisząc że dowódcy pokazywali sobie na mapie wzgórze, które miało znajdować się przed laskiem. Postanowiłem sprawdzić mapy radzieckie. W archiwum w Podolsku natrafiłem na skan mapy z oblężenia Kołobrzegu z okresu 4-7.03.45. Sprawdziłem i jest, na wysokości Korzyścienka, na północ od oczyszczalni – wzgórze 5,5. Na wystawie „Dzieje Oręża Polskiego” mamy podobną mapę radziecką. Na niej również wzgórze to jest naniesione. To te same mapy w skali 1:50000. Tyle, że za nimi nie ma lasku. Sroga rekonstruował przebieg wydarzenia ze średnim skutkiem, gdy ppor. Jurak pokazywał Piworowiczowi mapę ze wzgórzem i laskiem. Taką relację można było stworzyć już po wykonaniu działań, gdy było wiadomo, że ten lasek istnieje. Przetrwał zresztą do dziś, choć w nieco zmienionej formie. Warto tu pokreślić, że nie jest to jedyna wątpliwa kwestia w narracji Srogi i żołnierzy, z którymi ten autor rozmawiał po wojnie, gdyż przeżyli okres walk o Kołobrzeg i działania wojenne. „Kazik, patrz na prawo. Kołobrzeg, latarnia morska…” – podaje słowa żołnierza Sroga. Udałem się na plażę na wysokości wzgórza 5,5. Widać falochron zachodni, widać także latarnię. Powstają jednak wątpliwości, czy tak było, skoro obiekt przedwojenny był nieco niższy, a w dodatku tego dnia w godzinach porannych był sztorm i śnieżyca, gęstniejąca w okolicy godz. 9.00. Tyle wątpliwości badawcze.

A oto dalszy bieg wydarzeń. Na plażę wchodzi plut. Kazimierz Grzejek wraz z plut. Józefem Pączką i pozostałymi żołnierzami z grupy. Tak wspomina K. Grzejek: „Przed nami falowała nie kończąca się przestrzeń wody. Staliśmy jak oczarowani. Daleko przed nami, na wysokości Kołobrzegu, stały na pełnym morzu okręty, do których podpływały łodzie i barki. To Niemcy ewakuowali miasto. Obok nas, na piaszczystym wybrzeżu walały się części umundurowania i uzbrojenia, pływały podrzucane falami kawałki belek i desek. Przy tym wszystkim nie kończący się szum fal i spienione białe grzywy”. Następnie, Grzejek założył na kawałek drewna biało czerwoną chorągiewkę, którą zamoczono w morskich falach, a następnie na kiju wbito ją w brzeg morski. We wspomnieniach tego żołnierza znajduje się informacja o słowa Pączki, wygłoszonych z tej okazji do żołnierzy: „Bardzo długie lata nie było jej tutaj, na tej ziemi, więc niech teraz stoi, nam na chwałę, a Niemcom na naukę!”. Na zegarku K. Grzejka była godz. 8.15 czasu moskiewskiego. 

Ta prosta opowieść zasługuje na pełną akceptację. Wysokość brzegu morskiego na tym odcinku plaży (337 km brzegu morskiego), dawała dobre możliwości schronienia, tak jak i dla wziętych do niewoli Niemców, tak i dla Polaków, którzy mogli obserwować trwającą na redzie portu ewakuację. Stała tam m.in. jednostka „Winrich von Kniprode”. Tak jak w dzienniku obrońców miasta, tak i we wspomnieniach 14-letniego Manfreda Gruhlckego z Koszalina, znajduje się opis poranka 8 marca ze śnieżycą i sztormem 8 stopni w skali Beauforta. Jak na warunki kołobrzeskiego marca musiało być lodowato. 

Alojzy Sroga tę sytuację przedstawia inaczej i przeszła ona do tzw. opisu popularnego. „Zygmunt! Kur… - krzyczy w uniesieniu Grzejek. – Morze! Morze!”. Żołnierze mają wejść do wody, bez żadnego ubezpieczenia. Mają tak stać może 5, może 20 minut. Następnie biorą proporczyk, wrzucają go w fale. „Zygmunt pruje w niebo triumfalną serię. Tak cię bierzemy, Bałtyku! Jeszcze stoją sekundę, dwie, pięć… Od niewyraźnego kadłuba naprzeciw nich odrywają się kolorowe punkciki. Plask, plask… padają w wodę i obok nich pociski, z morza, z broni maszynowej”. 

A. Sroga, który brał udział w walkach o Kołobrzeg, a później zaprosił do Kołobrzegu głównych bohaterów opisywanych tu wydarzeń, przekazał nieco inną wersję wbijania proporczyka w wydmę. Miało to mieć miejsce podczas drugiego wyjścia na plażę, w obecności dowódcy 3 kompanii, ppor. Juraka. Wcześniej do morza miała trafić flaga Pączki, teraz swój proporczyk miał dać Grzejek. Żerdź na maszt miał znaleźć ppor. Antoni Klapsia. W morski brzeg ten tymczasowy maszt wbijają Grzejek i Pączka. Fale obmywały maszt, choć biorąc pod uwagę sztorm, nie trzeba było wchodzić w morze. Ppor. Jurak intonuje „Hymn do Bałtyku”. Potem mieli jeszcze czas na plaży zaśpiewać w postawie stojącej „Morze, nasze morze”. Tyle Alojzy Sroga. To kolejna wersja tego wydarzenia, gdyż w przedrukach tej historii już po zakończeniu walk, bohaterem był tylko Grzejek. W artykule „Bój o Kołobrzeg” można przeczytać o tym np. w „Życiu Warszawy” (Nr 80 z 21.03.1945 r., s. 2). 

W realizacji mitu szybkiego zdobycia Kołobrzegu, na poziomie dywizji a może i armii zapadła decyzja o sporządzeniu meldunku. Cytuje go Alojzy Sroga:
Do
Zwierzchnika Polskich Sił Zbrojnych
Prezydenta Bolesława Bieruta
Meldunek specjalny
Wykonując twój rozkaz bojowy, oddziały naszego pułku dnia 8.3.1945 r. o godz. 8.15 dotarły do morza na wysokości wzgórza 5,5 pod Kołobrzegiem.
Pluton z 1 kompanii ckm pod dowództwem plut. Grzejka, Kawalera Krzyża Walecznych, dotarł do Bałtyku i w boju zatknął na jego brzegu biało-czerwony sztandar, na znak, że w imieniu narodu polskiego bierze morze w wieczyste władanie”.

Temat tych pierwszych zaślubin dość szybko obiegł wchodzące do boju o Kołobrzeg oddziały. Legł u źródeł przekonania, że oczyszczanie miasta z resztek nieprzyjaciela jest możliwe. Wkrótce kolejni żołnierze pojawiali się na plaży w różnych częściach prowadzenia działań wojennych. Dla tych, którzy pierwsi dotrą nad morze przewidziano np. w 4 Dywizji Piechoty Krzyże Walecznych. Rozpoczyna się frontowe współzawodnictwo. Tymczasem historia z 8 marca miała ciąg dalszy. Zapadła decyzja, że Grzejek i Pączka mają dostarczyć wodę z Bałtyku do prezydenta Bolesława Bieruta. Według A. Srogi, delegacja wyjechała 13 marca, według J. Malczewskiego, 18 marca. Prawidłowa data to zapewne 13 marca, gdyż 18 marca mowa byłaby o uroczystościach zaślubinowych, natomiast całość tego wydarzenia wymaga archiwalnej weryfikacji. Do dwóch butelek po winie nabrano morskiej wody. Delegacja 6 Dywizji Piechoty otrzymuje także samochód i zdobyczne sztucery do przekazania dla oficjeli. 

A. Sroga wizytę w Warszawie opisuje w dacie 15 marca, ale daty dziennej nie podaje. Delegację dywizji przyjął generał Michał Rola-Żymierski. Jest też generał Marian Spychalski. Rola-Żymierski, jako naczelny dowódca, otrzymuje sztucer. Po krótkiej rozmowie, wszyscy udają się do budynku Dyrekcji Kolei przy ul. Wileńskiej w Warszawie, który jest siedzibą prezydenta Krajowej Rady Narodowej. Delegację przyjmuje Bolesław Bierut oraz premier Edward Osóbka-Morawski. Sroga na tę okoliczność cytuje artykuł z „Polski Zbrojnej”: „Delegacja wręczyła Naczelnemu Dowódcy kryształową urnę z wodą, zaczerpniętą z polskiego morza. Naczelny Dowódca polecił członkom delegacji, aby przekazali oficerom, podoficerom i żołnierzom jednostki Szejpaka [gen. Giennadij Iljicz Szejpak, dowódca 6 DP] wyrazy jego wdzięczności, uznania za waleczność i sukcesy w bojach o nasz ostateczny powrót na odwiecznie polskie wybrzeże Bałtyku. Następnie, wraz z całą delegacją, Naczelny Dowódca udał się z urną kryształową do prezydenta Bieruta, któremu Naczelny Dowódca złożył raport o tym, że oddziały Wojska Polskiego stanęły na brzegu Bałtyku. Prezydent Bierut w odpowiedzi podziękował w imieniu własnym i rządu oficerom, podoficerom i żołnierzom naszego wojska, którzy pierwsi stanęli na brzegu Bałtyku, za bohaterstwo i wspaniałe sukcesy bojowe w walce o powrót państwa polskiego na prastare wybrzeże polskiego morza”.

Informacja o pierwszym wzięciu polskiego morza 8 marca 1945 roku obiegła kraj bardzo szybko. Zdetronizowała ją początkowo relacja o zaślubinach z morzem z 18 marca, tyle, że jedna przyćmiła drugą, a następnie na ponad dekadę została zapomniana. Powróciła z mocą pod koniec lat 50-tych i budową Pomnika Zaślubin Polski z Morzem w 1963 roku w miejscu, gdzie ta główna uroczystość 18 marca 1945 roku się nie odbywała. Podoficerowie Grzejek i Pączka nie byli pierwszymi żołnierzami Wojska Polskiego, którzy 8 marca stanęli na kołobrzeskiej plaży. Z wydmy na brzeg zeskoczył przecież kpr. Piworowicz, który wziął tam do niewoli 13 Niemców. Gdyby nie udał się z powrotem do pułku, zapewne wziąłby udział w nadmorskich uroczystościach. Co do ich przebiegu, teatralne przedstawienie ze strony A. Srogi zapewne brało się z rangi tego zdarzenia w 1 Armii Wojska Polskiego i przeszło do legendy, podobnie jak sama uroczystość zaślubinowa z 18 marca. Awangarda głównej linii obrony zachodniej części miasta była oddalona o około 350-500 metrów w kierunku wschodnim. W tym miejscu nie było więc aż tak dużego ryzyka, ale to wiemy obecnie, natomiast należy zaznaczyć, że żołnierze 8 marca nie byli świadomi tego, że miasto jest umocnione i broni go kilka tysięcy niemieckich żołnierzy o wysokim morale. Rozkaz dla 6 DP mówił przecież o „oczyszczaniu miasta z resztek nieprzyjaciela”. Z tego miejsca, a więc z zejścia na plażę (plaża dla psów) od strony ulicy Zachodniej do falochronu wschodniego są 3 km. Pośród wydm można było się nieźle chronić. Sztorm wyciszał odgłosy, śnieżyca ograniczała widoczność. Tego rodzaju wydarzenie jak najbardziej było możliwe do zrealizowania: spontaniczne, patriotyczne, po żołniersku. Inna sprawa, że zostało to później wykorzystane propagandowo, ale tego rodzaju wydarzenia podnosiły morale, były okazją do pozytywnych dyskusji, do naśladownictwa, a więc na froncie były jak najbardziej pożądane. 

Na zakończenie, jako uzupełnienie warto przytoczyć wspomnienie dowódcy plutonu kierowniczego baterii dział 76 mm 16 pp., chor. Antoniego Łapkowskiego, cytowanego przez J. Malczewskiego. Opowiada on o losie biało czerwonej flagi wciągniętej na drewniany maszt na kołobrzeskiej plaży: „Była chroniona przez drużynę zwiadu baterii armat 76 mm, by jej w nocy Niemcy nie wykradli. Każdego ranka po nastaniu świtu zwiadowca, który zameldował mi: „Obywatelu chorąży, sztandar stoi!”, otrzymywał ode mnie pochwałę. Przez wszystkie dni walk trwały te zawody, który z trzech zwiadowców pierwszy ją dojrzy i zamelduje mi o tym. Zwyciężył ostatecznie szer. Władysław Krawczyk. Flaga podziurawiona pociskami broni maszynowej i ręcznej stała, Niemcy nie wykradli jej ani nie zniszczyli. Powiewała na wietrze i zagrzewała do zwycięstwa”. 

W literaturze kwestia skromnej uroczystości w szeregach 1 batalionu 16 pułku 6 Dywizji Piechoty była kalkowana co najmniej kilkukrotnie. Nie stanowi jakiejś specjalnej tajemnicy, natomiast opiera się na dziennikarskim przerysowaniu autorstwa A. Srogi. Całość wymaga potwierdzenia archiwalnego. Ponadto, wzgórze 5,5 oraz 337 kilometr brzegu (słupek), leży w granicach administracyjnych gminy miasto Kołobrzeg. Kwestia ta jak najbardziej zasługuje na upamiętnienie podczas zbliżającej się 80 rocznicy boju o Kołobrzeg.

Robert Dziemba

Literatura:
Gottfried Loeck, Peter Jancke,Kolberg auf alten Landkarten, Verlag Peter Jancke, Hamburg 2013.
Juliusz J. Malczewski, Szesnasty kołobrzeski, Wydawnictwo MON, Warszawa 1982.
Alojzy Sroga, Na Drodze stał Kołobrzeg, Wydawnictwo MON, Kołobrzeg, 1985.
Johannes Voelker, Ostatnie dni Kołobrzegu. Walka o niemieckie miasto w marcu 1945 roku, Oświęcim 2013.

Źródła ilustracji:
Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu





Administratorem danych osobowych jest Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu www.muzeum.kolobrzeg.pl.
Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa..

Copyright © 2022-2024 Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. Wszelkie prawa zastrzeżone.